niedziela, 16 lutego 2014

Pankejksy - czyli upośledzone pancakes

Witam,

dzisiaj będzie prawie po kanadyjsku. Na talerzu zagościły... Tam tam tam tam tam tam taaaaaaam! Pancakes z bloga Słodka Babka. Swoją drogą bardzo fajna nazwa. ^^

Oczywiście nie obyło się bez gościa. Tym razem znana fanka "Cywilizacji" MR.
Pan, jest i panda. I tak wiem że nie interesuje Was to jedzenie tylko pandzia. Ale przyjemniej się żyje w złudzeniu że wcale tak nie jest :)
No i ja, maestro przypalonego garnka i oblizanej warzęchy.

Składniki:

2 duże jajka, rozbełtane
2 szklanki maślanki naturalnej
4 łyżki oleju roślinnego lub roztopionego masła
2 szklanki mąki pszennej
3 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki cukru
szczypta soli

Sobota:
Pobudka, śniadanie, wyprawa po gościa. Spotkanie z gościem i..."Ty jestem głodny, muszę szybko coś zjeść!". Skutek 807kcal na szybko na mieście. Powrót, szybko nalot na sklep na osiedlu, zakupienie brakujących składników i takie tam. Powrót do domu z wypisaną na twarzy dumą z posiadania kompletu składników.
Plan był prosty, robię pankejki, jemy i jedziemy do najbliższego centrum handlowego po coś czego nie mogę dostać w okolicy.

Przygotowanie:
Szybki rzut okiem na przepis i... Jasna cholera! Maślanki nie ma. Plan I - powrót do osiedlowego, robimy, jemy i jedziemy do CH. Beznadziejny, komu się potem będzie chciało. Plan II jedziemy do CH, kupuję to co miałem kupić + maślankę. To może się udać.

Podróż i zakupy:
Do celu prowadziły dwa autobusy. Jak się okazało tylko jeden autobus miał przystanek tam gdzie chcieliśmy, nie ten w którym jechaliśmy. No cóż, 20 minut spaceru nikomu nie zaszkodzi. Aczkolwiek na samą myśl zaczynało mnie ssać. :P Całe szczęście jechał autobus w drugą stronę i z 20 minut zrobiły się 3. I tak zgłodniałem. 1600kcal wrzucone, można iść na zakupy. Rozpoczęło się wałęsanie pomiędzy regałami. A to ja sobie tu zobaczę, a to , a tamto...
Zapamiętać, nie wybierać się z gośćmi do CH...
Udało się dokonać części zakupów. Gorzej miała się sprawa zakupów drugorzędnych. Udałem się do sklepu z kolorowymi pudełkami, saszetkami i słojami. Z produktami o nazwach takich że od czytania mięśnie same rosną a tłuszcz się spala zanim zdąży się odłożyć,mało tego, spala się zanim zdąży znaleźć się na talerzu. Jakie było moje zdziwienie kiedy zamiast tej gamy produktów zobaczyłem świecidełka. No proszę ile osób w miesiącu kupuje pierścionki i jakieś kolie czy jak to się zwie za prnaście czy paredziesiąt tysięcy? A ile osób w miesiącu kupuje witaminy, minerały , spalacze tłuszczu i inne suplementy poprawiające zdrowie, urodę kondycję etc?? Szok.

Po powrocie:
Te 1600kcal na raz nie było zbyt dobrym pomysłem, gdyż za pankejki nikt się nie chciał zabrać. Cywilizacja.

Po krótkim wyjaśnieniu dlaczego wczoraj nie było posta przejdźmy do konkretów.

Niedziela:
Nareszcie! 2 jajka. Rozbełtane? Jakie to są rozbełtane jajka?? Ja swoje wytrzepałem porządnie. Dodałem cukru i maślanki. Po czym zacząłem się zastanawiać jaki jest sens pisać "Jajka mieszamy z cukrem i maślanką. Dodajemy pozostałe składniki." czy nie lepiej krótko "Mieszamy wszystkie składniki"? Może w tym tkwi jakiś sekret? Tak czy inaczej najpierw dodałem cukier i maślankę, dopiero potem pozostałe składniki. I tutaj zagwostka czy masło jest pozostałym składnikiem? Po parominutowej rozkminie uznałem że tak.

Obyło się bez dolewania maślanki :)

Wyszedłem na chwilę z kuchni żeby sprawdzić czy o niczym nie zapomniałem. Po powrocie zastałem taki widok:



Jadwiga bezczelnie podpijała syrop klonowy. Oczywiście ochrzaniłem ją że próchnica, że jej tyłek urośnie. Czmychnęła do pokoju. Długo nie dawała znaku życia więc poszedłem sprawdzić co robi i znów doznałem szoku:



Panda trzaskała przysiady. Zapytałem czy się dobrze czuje, to wbiegła na biurko i pokazała mi dwa artykuły w internecie. Pierwszy mówiący o tym że najpierw masa potem rzeźba, drugi o tym że kobiety robiące przysiady mają jędrne tyłki. Panda łot?? Ty masz niecałe 4 miesiące...I jesteś pandą. NA co panda uraczyła mnie piosenką Roba Bailey'a i The Hustle Standard, gdzie w refrenie co chwilę pojawia się "I'm a motherfuckin' beast". Stworzyłem potwora. Zna ktoś jakiegoś pandziego psychologa?

Wróćmy do tematu.

Moje pankejki smażyłem na dużej patelni (tylko taką mam) i nalewałem z chochelki^^ Najpierw smażyłem na maśle, potem na oleju. Zanim jednak pokażę co zrobiłem, jedna istotna rzecz. Pamiętajcie, wygląd zewnętrzny nie ma znaczenia (powiedzmy ;P ) , liczy się to co jest w środku. To tyczy się również pankejków ;)



Krótki opis tego co widać a raczej nie widać na talerzu. Na samym dole, bardzo cieniutki pankejk w kształcie trójkąta (nie wiem jak, ale taki kształt osiągnął). Następne w kolejności są równie cienkie ale bardziej okrągłe sztuki. Znacznie wyżej , już widoczny jest MEGA pankejk (bo skoro małe nie idą na duzej patelni to zróbmy dużego :D ) Był progres. Ten już bardziej przypominał to co chciałem osiągnąć. Przedostatni (niewidoczny i prawidłowo :D ) jest pankejk najokrąglejszy z najokrąglejszych. W niezbadanych okolicznościach przypaliła mu się jedna ze stron. Na samej górze, mniej okrągły ale kolorystycznie zbliżony pankejk de best! Syropu pod tym kątem nie widać. A to coś białe na środku to uciekające masło :D

"Pankejki same w sobie nie są słodkie, stąd dodatek słodkiego sosu." - a guzik prawda. Zrobiłem zgodnie z przepisem, ew kwestia tego masła i moje można było jeść bez dodatku i były słodkie :P Po dodaniu syropu były tak zapychające że dobrze że nie zużyłem całej zaprawy bo zjedliśmy ledwo 7. Było to około 15tej a ja do teraz je czuję. Jeśli ktoś ma ochotę na coś mega słodkiego i ma małą patelnię to polecam. Mimo swojego odstraszającego wyglądu wyszły wyśmienicie. Jeśli chodzi o takie wynalazki, jak owe pankejki, czy tam racuchy to pankejki zgarniają 10/10.

Słów kilka na koniec. Podobno śmiech jest zaraźliwy. Nie wiedziałem nawet jak bardzo. Wracam do domu z zakupami na obiad na jutro, mijam parę z wózkiem. A w wózku dziecko, chichrające się tak prześmiesznie i tak głośno że nie zdążyłem ich dobrze minąć i sam zacząłem brechtać się jak głupi, co spowodowało że rodzice małego również zaczęli się bardziej śmiać. Śmiałem się w sumie resztę drogi do domu :) Nawet teraz mi się chce na wspomnienie tego faktu :)

To na tyle. Zacytuję mojego przyjaciela "Żryyyyyj!". Smacznego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz