P i jego panda zwiedzają blogi kulinarne i sprawdzają czy to da się zjeść. Uważaj bo mogą odwiedzić i Ciebie!
sobota, 28 grudnia 2013
Karczek w sosie piwno miodowym z pieczarkami
Witam,
kolejną już sobotę przygotowywaliśmy danie wynalezione w internetach.
Jak pisałem w zapowiedzi tak dzisiaj na naszym stole znalazła się karkówka w sosie piwno miodowym z pieczarkami.
Oryginalny przepis można znaleźć TUTAJ
Udział wzięli:
- P.
- Panda(tym razem w bardzo niewielkim stopniu, gdyż Panda ma uraz po poprzednim daniu)
- Gość Specjalny MR.
Składniki:
* 6 cienkich kotletów z karczku (wykorzystano niecały kilogram, 6 grubszych kotletów)
* 600 g drobnych pieczarek
* kilka łyżek oleju
* opakowanie rukoli
* dobrej jakości oliwa
Marynata:
* 250 ml piwa
* 2 pełne łyżki ketchupu
* 1 łyżka miodu
* 1 łyżeczka musztardy sarepskiej
* 1 łyżeczka soli
* 1 łyżeczka majeranku
* 2 spore szczypty pieprzu
* 2 kulki ziela angielskiego
* 1 liść laurowy
* 2 goździki
Miało nie być o marynacie, jednak ze względu na to że musieliśmy odbiec lekko od przepisu należy o tym wspomnieć. Otóż wszystkie składniki do marynaty zostały wykorzystane podwójnie. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić przykrycia wszystkich kotletów 300 mililitrową (tyle wychodzi ze składników z przepisu) zalewą. Mięsko zostało lekko rozbite pradawną techniką "nie będziesz więcej latał motylku skrzydlaty".
Tak więc po utopieniu mięsa wszystko wyglądało tak:
Mięso kąpało się przez około 20 godzin.
Co się działo dzisiaj?
Otóż na śniadanie był kurczak w sosie pomidorowym z dodatkiem masła i czegoś tam. Ale miało być o obiedzie, więc zacznijmy od pieczarek. Nasz Gość Specjalny został namówiony do wzięcia czynnego udziału w obieraniu pieczarek (a co... nie ma nic za darmo :P ). Pieczarki wylądowały na patelni w całości. Nie polecam takiego wykonania, lepiej zrobić jak w przepisie czyli same kapelusze. Dlaczego tak? Ładniej wygląda i lepiej się tym manewruje na patelni. Jeszcze jedna uwaga, pieczarki to straszne opijusy i musiałem dodać troszkę więcej oleju niż zalecano. Trochę smażenia, trochę przewracania, kilka razy powtórzona myśl "a trzeba było dać same kapelusze" i voilà - pieczarki mamy z głowy. Oczywiście nie obyło się bez problemów. Jak utrzymać teraz ciepłotę pieczarek? Ano wsadzić do plastikowego pojemnika. Fakt faktem na talerzu nie wylądowały tak ciepłe jak byśmy chcieli, ale cóż... Teraz wiem że trzeba było kupić tą patelenkę którą oglądałem i podsmażyć w trakcie smażenia karczku. A co robiła w tym czasie panda? Otóż nic. Tak się obżarła śniadaniem że bardziej interesowały ją drzemki pod bambusem i obecność gościa, niż jakakolwiek pomoc. Bywa i tak.
Część właściwa czyli mięcho i sos :D
Tym razem wyekwipowany w ręczniki kuchenne elegancko wysuszyłem mięsko z marynaty. Rozgrzałem olej i siup na patelnię. Oczywiście smażenie trochę zajęło ze względu na rozmiary kotletów. Spory świń to musiał być. Pierwszy zdjęty z patelni kotlet, nóż i widelec w ręce i głośna opinia "To będzie dobre!".
Sos:
Po odłowieniu dodatków, zgodnie z przepisem całość została przelana do małego garnczka. To nie prawda że po kilku minutach woda odparowuje :P Sos był podgrzewany dłużej niż smażenie kotletów a i tak nie osiągnął opisanej konsystencji. Zbliżoną ale nie opisaną.
Na koniec słowo o rukoli.
Całe szczęście że zrezygnowałem z pomysłu wykorzystania oleju lnianego zamiast oliwy. Po prostu zepsuło by to smak całościowy.
Lądowanie na talerzu i...
W tym momencie udzieliło się pandzie i z wrednym uśmiechem na mordce otworzyła szafkę pod zlewem w której standardowo znajduje się pojemnik zwany koszem na śmieci.
Ogromnego zdziwienia doznała w momencie kiedy pierwsze kęsy karkówki wraz z sosem wywołały u mnie tak zwanego banana. Wybór tego przepisu okazał się strzałem w dziesiątkę. Delikatne mięsko samo w sobie było strasznie pyszne, z dodatkiem sosu po prostu niebo w gębie. Smak ciężko opisać. Było czuć i miód i odrobinę pikanterii z musztardy i jeśli się dobrze wsłuchało w to co mówią kubki smakowe, można było wyczuć lekką nutkę piwa. Jednym słowem superturbozajebiaszcze. O pieczarkach zbyt dużo napisać nie można, gdyż smakowały jak smażone pieczarki :D A rukola? Jak na zieleninę wyszła nieziemsko. Dlatego też użycie oleju lnianego zamiast oliwy podchodziłoby pod czyny karalne.
Oczywiście interesowała nas również opinia gościa. Według MR. wyszło na prawdę pysznie: "Fanką rukoli nie zostanę, ale mięsko jest bardzo smaczne" Tak więc 2 głosy pozytywne. Została jeszcze panda. Nieśmiało przysunęła ryjek, złapała kęsa i... sami zobaczcie:
Tak! Danie otrzymało nagrodę Sterczącego Ogona Pandy. Gratulacje.
Podsumowując. Wyszło świetnie i co najważniejsze potrawa jest banalnie prosta w przygotowaniu. Mam nadzieję że i Wam będzie smakować.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



MAMKILKA UWAG :p po pierwsze - pieczarki jako dodatek warto zrobic na koncu- kompletnie nie wiem czemu w tym przypadku zrobiliscie to na poczatku (kompletnie bez sensu); po 2 - mieso nie musi "pływac" w marynacie, masz jakies błędne założenie - mięso mozna jedynie nasmarować marynatą jesli jest gęsta i wyjdzie tak samo dobre, po 3 dziwi mnie Twoje zdziwienie tym, ze sos nie zgestnial skoro po prostu zrobiłeś go niepotrzebnie za duzo - gdyby bylo tyle ile w przepisie to bez problemu by sie zredukowal. Spoko blog ale bardzo widać, że gotowanie to nie do końca Twój żywioł ;) Pozdrowienia dla padzi!
OdpowiedzUsuńM.
Dziękuję za uwagi, zapamiętam. Mięso zgodnie z przepisem ze źródła powinno być przykryte (nie pokryte, może źle zrozumiałem :) ). Co do żywiołu. Ja jestem programistą nie kucharzem :) Fotografem też nie jestem. Pozdrawiam.
UsuńMoże i łatwiej zrobić same kapelusze, ale na pewno nie wyglądają tak efektownie jak całe pieczarki. ;) Brawo Depuś :)
OdpowiedzUsuń